Skrzynka pocztowa
Od początku istnienia serwisu istnieje możliwość przesyłania maili z pytaniami na adres poczta@poronienie.pl. Kto 'obsługuje' skrzynkę pocztową?
Beata: Skrzynka pocztowa aktualnie jest obsługiwana przez 4 osoby. Są to: Monika (Wuchowa), Justyna (scalaczek), Małgosia, Beata ( madasia).
Monika: Na samym początku skrzynką opiekowała się Żaneta, bardzo ciepła i życzliwa osoba, autorka “Dekalogu osieroconych rodziców”, można go znaleźć w dziale “Żałoba” oraz na naszych ulotkach. Potem długo Agnieszka (Aga), którą wiele osób też pewnie kojarzy z forum. Aga pisała długie maile i wiem, że do dzisiaj ma kontakt z osobami, które wtedy do niej pisały. Teraz rzeczywiście, gdy listów jest więcej, zagląda tam kilka osób. Mamy też taki nieformalny podział dotyczący tematyki i kto odpowiada, ale czasami trzeba wykazać się elastycznością i odpowiada ta osoba, która ma właśnie czas. Wszystkie mamy dużo innych pozastowarzyszeniowych obowiązków, ale naprawdę się staramy odpowiadać szybko na pytania.
Jakie tematy, problemy pojawiają się w listach?
Beata: Najliczniejsze maile dotyczą aspektów prawnych poronienia. Szpitale nie informują rodziców po stracie dziecka w wyniku poronienia o prawie do pochowania go oraz zarejestrowania w urzędzie stanu cywilnego. Gdy po wyjściu ze szpitala dzięki m.in. stronie poronienie.pl dowiadują się o przysługujących im prawach, czują się zagubieni, bo nie wiedzą, do kogo się zwrócić, żeby dokonać pochówku dziecka i rejestracji zmarłego dziecka w urzędzie stanu cywilnego. Staramy się udzielić wskazówek podając odnośniki do konkretnych działów lub przytaczając historie osób znajdujących się w analogicznej sytuacji.
Wiele jest również maili od osób, które nie potrafią sobie same poradzić ze smutkiem po stracie.
Z powodu osobistych nie chcą lub nie potrafią ujawniać się na forum i wolą napisać na skrzynkę mailową oczekując osobistej odpowiedzi...
Dużo jest również listów dotyczących medycznych aspektów poronienia. Nie możemy udzielać na ten temat żadnych informacji, ponieważ z nasza stroną nie współpracuje żaden lekarz.
Osoby chcące zostać członkami Stowarzyszenia po Poronieniu piszą na naszą skrzynkę, aby ustalić zasady członkostwa.
Dzięki historiom osób doświadczających poronienia, które umieszczone są na stronie poronienie.pl, cześć czytelników dochodzi do wniosku, że są w podobnej sytuacji. I proszą nas o skontaktowanie z autorami poszczególnych artykułów w celu wymiany doświadczeń.
Nasza skrzynka służy również do kontaktu z mediami. Są to zapytanie ze strony prasy, radia i telewizji odnośnie chęci stworzenia programu lub artykułu dotyczącego poronienia.
Oddzielna grupa listów to podziękowania za istnienie strony internetowej. Że czytanie (lub pisanie na forum) jest rodzajem terapii po poronieniu. Oj, ciepło się robi na sercu, gdy przychodzi taki list...
Co nas martwi, rośnie liczba listów dotyczących niehumanitarnego traktowania pacjentek po poronieniu w szpitalach. Istnieją cały czas szpitale, gdzie na jednej sali kładzie się pacjentkę po poronieniu i pacjentkę w ciąży. Wspomniany już na wstępie brak informacji w szpitalu o prawach rodziców po poronieniu do pochowania i zarejestrowania dziecka. Największe nasze zaniepokojenie budzi problem łyżeczkowanie pacjentek po poronieniu bez znieczulenia ogólnego. Gdy 2 lata na forach związanych z problematyką poronienia pojawiały się wypowiedzi kobiet na ten temat, wydawało się, że jest to zjawisko marginalne. Niestety tak nie jest, otrzymujemy coraz więcej informacji od pacjentek z prawie całej Polski, ze przeżyły taki koszmar. Że istnieją szpitale, gdzie jest normą wykonywanie zabiegów łyżeczkowania w znieczuleniu częściowym, co dotkliwie potęguje traumę związaną ze straty ciąży.
Monika: Mnie jeszcze zadziwia jedna kategoria osób - są to b. młode osoby, ok. 15-17 lat, które rozpoczęły współżycie i które boją się, że jakiekolwiek zmiany w krwawieniu czy w cyklu dziewczyny są przejawem poronienia. Z wielką otwartością i zupełnie bez żadnego skrępowania podają opisy współżycia z chłopakiem. W takich chwilach czuję się, jak nie z tego świata.
Czy to odpowiadanie na listy ze skrzynki jest zajęciem trudnym?
Beata: Udzielanie odpowiedzi na listy wymaga znajomości tematyki poronienia, szczególnie aspektów prawnych. Ale mam świadomość, że w docierającym na skrzynkę liście zawarty jest człowiek, który chce się podzielić wrażeniami związanymi z poronieniem lub oczekujący konkretnej pomocy. I nierzadko jest tak ,że gdy widzę podany numer telefonu kontaktowego, dzwonię, żeby ustalić szczegóły zawarte w liście....
Czas spędzony na współadministrowaniu skrzynką mailową to dla mnie rodzaj wyróżnienia i ogromna satysfakcja, że mogę pomóc w rozwiązaniu części problemów, z którymi stykają się rodzice doświadczający poronienia.
Monika: I tak i nie. Za każdym razem, nawet jeśli to tylko kilka linijek tekstu, wiem, że za tymi słowami chowa się żywy człowiek, który cierpi. I jak zawsze nie wiadomo, co powiedzieć. Ta bezradność wobec czyjejś tragedii potrafi powalić. Czasami przychodzą takie suche, można rzec techniczne maile np. w kwestiach prawnych. Powodem może być stosunek otoczenia do poronienia albo po prostu wysyłanie pytań do obcych osób. Zawsze staram się coś serdecznego dopisać, żeby ten ktoś 'po drugiej stronie' wiedział, że nie jest sam.
Czy są rodziny, którym udało się pomóc? Kto najbardziej zapadł Ci w pamięć?
Beata: Historia ta jest związana z rodzicami, którzy doznali kolejnej już straty ciąży. Chcieli pochować swoje dziecko i zarejestrować w urzędzie stanu cywilnego, ale szpital robił im trudności ze względu na fakt, że była to strata wczesnej ciąży. Napisali na skrzynkę mailową z prośba o moc w wywalczeniu dokumentów ze szpitala. Pisma pisane przez prawników związanych ze Stowarzyszeniem Rodziców po Poronieniu zaczęły odnosić pożądany skutek w szpitalu, gdzie rodzice stracili dziecko. Dzięki ich determinacji udało się również pochować dziecko z pierwszej ciąży, którego ciało ( kostka parafinowa) znajdowała się w tym samym szpitalu. A nasza znajomość mailową ze skrzynki poczta@poronienie.pl przeniosła się do świata realnego i trwa do dziś. Przyczyny naszych poronień zdiagnozowała ta sama lekarka, którą też poleciła nam inna forumowiczka. I nasze kolejne ciąże zakończyły się szczęśliwie.
Monika: A ja najbardziej pamiętam jedną z pierwszych osób, które do nas napisały. Serwis ruszył pod koniec grudnia 2004 roku, a list przyszedł chyba w połowie stycznia 2005. Pisała Monika (magic) z Poznania, że jest po dwóch poronieniach, że bardzo się cieszy powstaniem strony, bo wciąż szuka informacji, no i zgłosiła chęć do pomocy w działaniach wtedy nieformalnej jeszcze grupy. Kilka tygodni później przeżywała kolejne poronienie, niejako już 'z nami'.
A nawiązując do tego, o czym wcześniej mówiła Beata, to w ogóle ma ona taki zwyczaj, że jak jedzie na wakacje w Polskę, to zawsze kilka osób z forum w realu spotka. Zresztą bardzo miły zwyczaj.