Pogrzeb dziecka utraconego w 9 tc
4 stycznia poroniłam moje drugie Dziecko w 9 tc, mój pierwszy Aniołek zmarł 17 września 2004 również w 9 tc. Bólu nie można wyrazić słowami, ale dzięki ludziom dobrego serca - wspaniałym poznańskim lekarzom oraz pracownikom USC - jest mi łatwiej przeżyć żałobę. To dzięki nim wiem, że życie ludzkie ma jeszcze dla kogoś ogromne znaczenie, że moje Dziecko zasługuje na szacunek, na to, by być DZIECKIEM. Otrzymałam ogromne wsparcie, także ze strony szpitalnego psychologa. Dostałam wszystkie potrzebne dokumenty do zarejestrowania i pochowania Maluszka. W poniedziałek Go pochowałam. Jestem w żałobie.
Dziękuję, że mogę przeżyć ją godnie.
Po stracie pierwszego Dziecka trudno mi było się pogodzić z tym, że potraktowano je jak odpad. Nikt nie dał mi żadnego wsparcia, żadnej pomocy prawnej, żadnych informacji. Przypadkiem, chyba w TV, usłyszeliśmy o stronie www.dlaczego.org.pl - tam znaleźliśmy wszystkie potrzebne informacje, również dzięki forum na www.poronienie.pl dowiedzieliśmy się, że mogliśmy walczyć o swoje prawa. Niestety było już za późno, żeby cokolwiek zmienić dla naszego Aniołka. Nosimy go w sercach. Nie sądziłam wtedy, że informacje, które zdobyłam na tych stronach będą mi jeszcze kiedyś przydatne. Dzieliłam się nimi z ludźmi w potrzebie i po stracie. Los chciał inaczej...
Dziecko zmarło w szpitalu (Wojewódzki Szpital Zespolony w Poznaniu), tam też musiałam je poronić. Przekonaliśmy ordynatora, żeby potraktował nasze dziecko jak dziecko listem od Rzecznika Praw Dziecka (ściągnęliśmy go ze strony www.dlaczego.org.pl ), a także listem z Ministerstwa Zdrowia (też z tej samej strony). Nie musieliśmy nawet mocno "walczyć" - trafilśmy na DOBREGO CZŁOWIEKA!
Właściwie wszystko załatwił mój partner Mikołaj - KOCHAM go bardzo za to !!! Dziewczyny – to bardzo ważne abyście miały wsparcie rodziny w rozmowach z lekarzami, bo same nie będziecie w stanie niczego załatwić, nie w tym stanie w jakim jest się po poronieniu... Gdy byłam w szpitalu pani psycholog, której opowidałam, jak bardzo brakuje mi moich dzieci, jak bardzo chciałabym móc chociaż pochować Mikołajka, poradziła mi coś: jeżeli nie znajdę sił by walczyć z biurokracją, jeśli się nie uda załatwić dokumentów, ciałka, to żebym pochowała chociaż symbol - to może być test ciążowy, zdjęcie z USG, zabawka, cokolwiek - w takim naszym miejscu - np. na ogrodzie...
Przy wypisie poprosiliśmy o wypisanie dokumentów, potrzebnych do
zarejestrowania w USC - to taka karta zgłoszenia urodzenia/zgonu dziecka.
WAŻNE: ordynator musi na niej podkreślić "urodzenie martwe".
Na tej karcie są informacje takie jak:
- "wiek" - tydzień ciąży,
- wielkość dziecka - w moim przypadku spisana ze zdjęcia USG,
- waga - w moim przypadku puste miejsce - ale to dla USC jest nieistotne,
- proponowane imię - położna pyta rodziców, czy mieli przygotowane imię dla dziecka, nie należy się martwić, że dziecko jest za małe, że nie wiadomo jaka płeć, itp. - tutaj jest ważne jest to, czego pragnęli rodzice,
- wpisano również, że było to poronienie, chociaż ta informacja nie jest potrzebna,
- WAŻNE - w nagłówku tej karty jest informacja: "dziecko urodziło się żywe/martwe" - należy podkreślić właściwe.
Następnie poszłam do USC - szpital też wysłał tam zawiadomienie o martwym
urodzeniu. Na podstawie karty zgłoszenia urodzenia martwego dziecka
zarejestrowano mi synka (małego Mikołajka) i wydano akt urodzenia, z
andotacją "dziecko urodziło się martwe" - jest to jednocześnie akt
zgonu.
Do USC potrzebne mi były:
- mój dowód osobisty
- skrócony akt urodzenia – mój
- byłby również potrzebny akt urodzenia partnera i akt ślubu - ale nie jestem w związku małżeńskim
Po zarejestrowaniu synka odebrałam jego ciałko z oddziału patologii – wydano nam je z szacunkiem. Umieszczono je w folijce ochronnej, owiniętej szczelnie białym bandażem, nastepnie znowu kawałek folijki i naklejona schludna karteczka z nazwiskiem. Wszystko to stanowiło niedużą paczuszkę - lekko wypukły prostokącik. Nie umiem powiedzieć jak bardzo za to też dziękuję, bo bałam się, że wydadzą mi naszego Mikołajka w pojemniku na mocz, albo w probówce...
Następnie zakład pogrzebowy. Tu potrzebny był tylko akt urodzenia/zgonu. Nie wykupiliśmy trumny - nie ma takiego obowiązku. W sklepie z upominkami znaleźliśmy rzeźbioną szkatułkę z uchwytem - pewnie do końca życia będą kojarzyć mi się z trumienkami... Mikołajka pochowałam 9 stycznia 2005 r. o czternastej.
Potem ZUS - po przedłożeniu rachunku z zakładu pogrzebowego i po sprawdzeniu, że wpłacam składki (to ZUS sprawdza sam w moim zakładzie pracy) otrzymałam zasiłek pogrzebowy.
Problemy robi jedynie ubezpieczalnia - każda ubezpieczona mama ma prawo do wypłaty odszkodowania za śmierć dziecka nienarodzonego, ale ubezpieczalnie uznają dziecko dopiero po 28 tc (!)
Nie skorzystałam z urlopu okolicznosciowego, bo jestem cały czas na chorobowym, jeszcze poszpitalnym. Urlop macierzyński nie należy mi się, ale chorobowe - to ze szpitala, jak i jeśli jest potrzebne dalsze od ginekologa - po poronieniu jest płatne 100 %, tak jak po urodzeniu dziecka. Choć w tym przypadku traktowane jesteśmy jak mamy, którymi przecież jesteśmy... Ja chorobowe 100 % miałam od ginekologa (4 tygodnie), potem 2 tygodnie normalne zwolnienie (80 %). W 100% płatne chorobowe wynika stąd że miałam pewnie na L-4 kod choroby - B, choć co prawda świadczy o ciąży, upoważnia do wypłaty wynagrodzenia w wysokości 100%. A przecież poronienie jest bezpośrednio związane z ciążą prawda? Choć tak naprawdę wolałabym tysiąc razy bardziej nie dostawać tych pieniędzy i mieć maluszka przy sobie...
Śmierć moich dzieci jest dla mnie ogromną tragedią, lecz to że mogłam pochować mojego Synka bardzo mi pomogło w przeżywaniu żałoby. Jestem ogromie wdzięczna wszystkim, którzy pomogli mi przez to przejść i umożliwili mi godne pożegnanie Mikołajka. To było moje dziecko i tylko rodzice powinni mieć prawo do decydowania o pogrzebie własnych dzieci.
Agata (eledhwen)mama Kruszynki i Mikołajka
Zobacz też:
Pogrzeb Dominiki (14tc)
Pogrzeb Mikołaja (10tc)