Postanowiłam pożegnać moje dziecko...
Pięć lat temu straciłam 7-8 tyg. ciążę. Nawet nie wiem dokładnie, kiedy moje dziecko umarło, bo nikt się tym nie przejmował. To tak częste dla lekarzy, dla nich to tylko fasolka albo i nawet jeszcze nie. Nie sprawdzono, co mi było i dlaczego dziecko odeszło – bo i po co??? [A teraz lecząc się u wspaniałego lekarza- wiem, że powinnam mieć wynik, gdyż na podstawie tego kieruje się przy kolejnym staraniu o ciążę odpowiednimi lekami]. Gdy poszłam do ordynatora, aby mi przedłużył zwolnienie, powiedział, że to była mała ciąża, więc po tygodniu wróciłam do pracy.
Ucząc dzieci starałam się je traktować normalnie, choć wciąż myślałam, że moje dziecko też kiedyś by chodziło do szkoły ale nigdy nie pójdzie... Minęło pięć lat i dopiero na tej stronie przeczytałam, że poronienie to zostaje na całe życie. A po przeczytaniu książki "Jak przeżyć stratę dziecka" (POLECAM!!!) zrozumiałam, że NIE JESTEM WARIATKĄ - BO KAŻDA MATKA PRZEŻYWA STRATĘ DZIECKA - nie ważne, czy żyło tylko w niej czy też udało się je urodzić. Wciąż pamiętam o niej - jakoś myślę, że to była córeczka - takie irracjonalne przeczucie.
I wyobraźcie sobie, że gdy ponownie w miesiącu w którym wtedy zaszłam w ciążę, nie udało się mi kolejne poczęcie (choć jestem na wspomaganym rozrodzie - bo taką mam blokadę mimo wszystko, mimo iż tak długo pracuję nad tym) runęło coś we mnie. Postanowiłam pożegnać moje dziecko na zawsze. Bardzo przeżywałam, że nie mogłam zrobić mu pogrzebu. Więc miesiąc temu w swojej wyobraźni ochrzciłam moją córeczkę ***MARIOLKA*** i zrobiłam jej pogrzeb. Wiecie – bardzo mi to pomogło. Choć to było tylko w moim umyśle, ale pozwoliłam sobie na to, aby ją pożegnać. Imię - skąd takie imię? - w sumie nie przepadam za nim specjalnie - ale takie mi przyszło do głowy. I wiecie, że czuję się teraz dużo, dużo lepiej?!
Dziewczyny - poślijcie światełko do nieba swoim Pociechom, które są w tym
innym wymiarze - to też pomaga. Jestem przed następną inseminacją, bo jak
już wspomniałam mam problemy z zagnieżdżeniem się dzidziusia i z pokorą
znoszę każdą kolejną porażkę, choć to naprawdę boli, że znowu się nie udało.
Strach przed kolejną nieudaną ciążą zblokował mnie na kilkadziesiąt
miesięcy.........
Pozdrawiam wszystkich rodziców i pamiętajcie o posyłaniu uśmiechu i
światełka w stronę TEJ DUSZYCZKI, która patrzy na nas z góry.