Baloniki - jak nasze dzieci - poleciały do nieba.
10 października, w przeuroczym parku w Olsztynie, przy przepięknej fontannie, zebrały się rodziny zmarłych dzieci, aby pobyć ze sobą przez chwilę, porozmawiać, ale nie tylko. Głównym celem spotkania było bowiem wysłanie do nieba symbolicznych i wzruszających listów na balonikach, których adresatami były oczywiście Aniołki. Listonosz – wiatr – niósł do nich słowa płynące prosto z serc tych, którzy zostali. Na jednych napisano krótko: „tęsknimy”, inne zawierały dłuższe teksty, kończące się jak zwykły list: „Do zobaczenia córeczko”, „Do widzenia synku”. Czasem pisano tylko imię, bo brak słów, które pozwoliłyby wyrazić to wszystko, co myśli i czuje się w takich chwilach.
Mało nas było, ale dzięki temu nikt nie zgubił się w tłumie. Były łzy i realne, niewirtualne uściski.
Mały Adaś powiedział, że on lubi się bawić balonikami, a potem wysłał specjalny, tylko od niego, dla siostrzyczki, na którą tak bardzo czekał. Ciężko było powstrzymać łzy, ale to były dobre łzy. Takie, że nie trzeba się trzymać, bo wszyscy rozumieją.
Pogoda nas rozpieszczała. Piękne, połyskujące słońce, pogodne niebo pokryte białymi chmurkami i pośród tego - lśniące baloniki, które powolutku ulatywały do góry. Jakby się wcale nie śpieszyły, jakby chciały z nami pozostać - jeszcze chociaż przez chwilę. A i nam nie było łatwo wypuścić ich z rąk, pozwolić tak po prostu odlecieć. Ciężko bowiem się żegnać, ciężko pozwolić odfrunąć – im i naszym dzieciom.
A one niespiesznie unosiły się w przestworza, nikły wśród błękitu, przeszytego gdzieniegdzie złotymi promieniami, i po kilku chwilach pozostał na niebie tylko blask – jak [nie]gasnące światło tych, którzy odeszli.
Dookoła piękna, złota jesień i promienie słońca - jak pocałunki od naszych dzieciaków.
To było niewątpliwie wyjątkowe, ale i wielowymiarowe spotkanie. Spotkanie rodzin po stracie, spotkanie serc i dusz. Już nie możemy doczekać się kolejnego...
Ania i Arletapaździernik 2010