Powrót wątku prawdy
Chciałabym wam opowiedzieć o wyrzucaniu z ust swoich.
Przyszły jehowe z folderkami królestwa niebieskiego, a ja myślałam, że to komisja, żeby mi zabrać dzieci za chodzenie do południa w koszuli nocnej. Jak poszły, zadzwoniłam do męża, że przecież są jakieś leki i można te leki brać, więc może bym wzięła. Żyję w wielkim strachu, bo zgubiłam listę dwudziestu pięciu cudów dzielnicy, które miałam opisać do końca ubiegłego miesiąca. Próbowałam ją odtworzyć z pamięci, ale nie udało mi się wyjść poza pierwsze pół tuzina. Poza tym mam obsesję śmierci. Gatunkowej i osobniczej. Bronka mówi, że też ma i cytuje mi jakąś osiemdziesięcioletnią pisarkę: Już jako dziecko odczuwałam zmuszanie kogoś do zaistnienia jako absurdalne nadużycie. Powinno się każdego pytać, czy nie wolałby, żeby go po prostu nie było. Gdyby dotacje dla organizacji pozarządowych były łatwiejsze do zdobycia, mogłabym się do końca życia zajmować pytaniem każdego, zanim zostałby zmuszony do zaistnienia, czy nie wolałby, żeby go po prostu nie było. Miłośnie pochylałabym się nad każdym takim przypadkiem.
Na pokropku byłam też ostatnio.
Gdy dziecko umiera bez chrztu i jest bardzo maleńkie, tak do trzynastu centymetrów, robi się mu pokropek zamiast pogrzebu. Jest to jakaś możliwość, z której można skorzystać. Na pokropku było ze trzy czwarte tuzina osób, które patrzyły na pudełko zawierające pokrapianego z pewnym dystansem. Pudełko pomalował w części wesołej ojciec a w części stonowanej – matka, w części ojca był srebrny saab, kolejka, ludzie podnoszący ręce do góry, w części matki były fioletowe i błękitne mazaje typu narkoza dożylna. Dominikanin zdjął kaptur, powiedział formułę i popłakaliśmy się, wszyscy zdystansowani. Chciałabym mieć w domu takiego dominikanina do płaczu. Grabarze odsunęli płytę za pomocą podłożonej okrągłej belki i pomyślałam sobie, że może tak wynaleziono koło: jakaś obca cywilizacja dała nam któregoś dnia grób z płytą, a myśmy myśleli, jak tę płytę odsunąć i wymyśliliśmy okrągłą belkę, i weszliśmy do tego grobu, i przylecieliśmy nim na ziemię. Potem grabarze włożyli pudełko, przysypali i przykryli płytą, ale nic mi nie wiadomo o tym, żeby mój pokropiony siostrzeniec gdziekolwiek odleciał. Zostawiłam mu białe kwiatki typu eustoma, ale od smutnego pójścia do kawiarni wymówiłam się.