KontaktKontakt
Wstazeczka15.10.
ForumForum
Polecamy Pamiętnik Ani Pamiętnik Ani(2) Ile mam dzieci? Prawo w pigułce Przygotuj się do szpitala Słowniczek łac-pol Pogrzeb - 9tc Nietrafione pocieszenia Informacje z regionów
Nasze projekty Warmia-Mazury (2010) Dobre praktyki (2009) Warmia-Mazury (2009) Kujawsko-Pomorskie (2008)
Nowości Wyzwanie Coś nas łączy ponad czasem Dzień Dziecka Utraconego Językowy obraz macierzyństwa Przypadkowe spotkania Wspierająca pomoc Hołd dla mojego dziecka Czy jeszcze przeżywasz? Anioł w deszczu Wbrew procedurom Baloniki (Lublin) Fotorelacja Baloniki (Olsztyn) Fotorelacja Pomóc tym, którzy pomagają Baloniki (Olsztyn) Jak znalazłam się w stowarzyszeniu? Rozmowa z Anią Baloniki (Kraków) Fotorelacja Miłość trudniejsza... Nasza historia Nie wolno się poddawać Jak to jest... Już nie jesteśmy tacy sami Urodziny 3 razy w roku Perspektywa Plotki o świętych Informacje z regionów Galeria Aniołów
Współpraca pomocrodzicom.pl Pol. Stow. Naucz. NPR Prawo i Medycyna

Przygotowanie szpitali do pochówku dzieci zmarłych na wczesnym etapie ciąży

Dlaczego to jest trudne?

Gdy w trakcie spotkań z lekarzami (prezentacje, wypełnienie ankiety) mówimy o prawie rodziców do pożegnania z dzieckiem zgodnie z własnym sumieniem, a co za tym idzie prawie rodziców do pochowania dziecka bez względu na to, na jakim etapie ciąża się zakończyła i ile ważyło dziecko (czy w nomenklaturze medycznej płód) wiemy, że zawsze po tym stwierdzeniu będzie jakaś reakcja. Najczęściej jest to szok i zaskoczenie, że to co stanie się z ciałem dziecka (medycznie: zarodka, embrionu, płodu) jest ważne dla rodziców – polskie szpitale w przeważającej większości nie są przygotowane na takie sytuacje, o czym przyznają zgodnie sami lekarze. W programach szkoleń, jakie odbywają się na Zachodzie, poświęconych sytuacjom straty jest także spotkanie z osobą z zakładu pogrzebowego. U nas takie postawienie, czy może rozwiązanie problemu wciąż dziwi. Do tego dochodzi nieznajomość prawa polskiego, które pozwala na pochowanie dziecka bez względu na jego wagę i tydzień ciąży (patrz: sytuacja prawna) Często lekarze powołują się na przestarzałe ustawy, nie mające już od lat mocy prawnej. Zgodnie z moją wiedzą rodzice nie mają prawa pochować “takiego” dziecka - mówi dyrektor jednego z warszawskich szpitali. Jakby “takie” dziecko było gorsze. A jego rodzice – gorszymi rodzicami. Jest jeszcze jeden czynnik – niechęć do zauważenia problemu, a stąd brak poszukiwań rozwiązań dobrych dla wszystkich, zarówno dla rodziców jak i dla personelu szpitala. A jak pani sobie to wyobraża, w słoiczku mam dawać? - mówi dalej ten sam lekarz. Choć zdarzają się wyjątki.

Spójrzmy na rodziców okiem psychologa

Piotr wraz z rodziną wyjechał pod koniec lat 80-tych do USA. W Polsce od tamtego czasu był kilka razy. Gdy zmarł mu ojciec, wsiadł w samolot i przyleciał do kraju, chciał zdążyć na pogrzeb. W kilka dni musiał załatwić wszystkie potrzebne formalności. Wcześniej w rozmowie ze swoim pracodawcą – Czechem, który również wybrał emigrację – ten mu powiedział, że ma jechać, bo jeśli nie pojedzie, to będzie żałował tego do końca życia. Mówił to z własnego doświadczenia...

Psychologowie od lat podkreślają, jak ważny w procesie żałoby jest moment pożegnania ze zmarłym. W to pożegnanie można wpisać zarówno spojrzenie na ciało, dotknięcie go (jakby namacalny dowód na to, że śmierć stała się faktem) oraz pochowanie. Nie na darmo nazywamy pogrzeb “ostatnim pożegnaniem”. Pójście na pogrzeb kogoś, kogo nawet dawno nie wiedzieliśmy, traktujemy wręcz jako nasz obowiązek.

I nie dziwi nas chęć uczestnictwa w pogrzebie, pożegnaniu, gdy dotyczy “normalnej” sytuacji - gdy syn jest obecny na pogrzebie ojca, czy ktoś na pogrzebie przyjaciela. (Specjalnie piszę w cudzysłowiu, bo normę możemy tutaj różnie zdefiniować.) Odwrotna sytuacja – nieobecność w obrzędach pogrzebowych – mogłaby wywołać zgorszenie i nie mieścić się w przyjętych wzorcach kulturowych.

Podobnie o pożegnaniu z dzieckiem mówią psychologowie zajmujący się tzw. zespołami utraty ciąży.

Jeżeli kobieta poroni, a była świadoma swej ciąży, to niezależnie od czasu jej trwania, powinna ona podejść do straty ciąży jak do straty dziecka, utraciła bowiem życie, które nosiła w sobie, utraciła człowieka. W niektórych krajach, poronione dzieci, bez względu na wiek pokazywane są matkom. To dla nich ważne, potrzebują zobaczyć, o ile to możliwe, że nosiły w sobie człowieka a nie „kapustę”. Potrzebują zobaczyć martwe ciało i opłakać je. Wziąć w ramiona (o ile to możliwe), włożyć do trumny i przysypać ziemią. Kontakt fizyczny i wzrokowy ze zmarłym jest niezbędny do prawidłowego przeżycia żałoby. Matka po stracie powinna móc się wypłakać lub wygadać. Tylko wtedy może się naprawdę pożegnać ze zmarłym. Potrzebuje więc na to przyzwolenia ze strony społeczeństwa oraz wsparcia i współczucia, po to, by następne dziecko było w pełni przyjęte, bez obciążeń związanych z dzieckiem zmarłym. To trudne dla kobiety wywołuje wielki smutek, płacz i żałobę. Są to jednak stany naturalne po śmierci bliskiej osoby (patrz: Witold Simon, Zespoły utraty ciąży).

Lekarze-ginekolodzy często (w teorii) wiedzą, że w leczeniu należy patrzeć całościowo na pacjenta, że nie tylko ważne jest ciało, ale i też psychika.

W etiologii poronień duże znaczenie ma czynnik psychoemocjonalny, dlatego troskliwa opieka nad ciężarną, która doświadczyła położniczych niepowodzeń może przyczynić się do pomyślnego zakończenia ciąży. (Zalecenia PTG)

Twoje uczucia są ważne! Powtarzające się poronienia są bardzo trudnym przeżyciem i dla kobiety, i dla jej bliskich. Trudno w takich sytuacjach doradzać, kiedy planować kolejną ciążę. Okres przeżycia żałoby po utracie dziecka bywa po prostu różny. Niektóre kobiety pragną jednak zajść w kolejną ciążę jak najszybciej. Z medycznego punktu widzenia od poronienia powinny upłynąć 2-3 miesiące. To czas, w którym można wykonać podstawowe badania, rozpocząć przyjmowanie kwasu foliowego lub preparatu wielowitaminowego. Konieczne są też częste wizyty u lekarza, do którego kobieta ma zaufanie. Jego rozumienie emocjonalnych potrzeb przyszłej mamy w trudnym okresie początków kolejnej ciąży jest niezwykle ważne! Warto też wykonać wczesne badanie USG około 7.-8. tygodnia, by upewnić się, że wszystko przebiega prawidłowo (dr Jan Dobrowolski, Twoje Dziecko, podkreślenia własne).

Z praktyką bywa już jednak gorzej. Świadczy o tym choćby to, że wciąż i to bardzo mocno lekarze wzbraniają się przed umożliwieniem rodzicom doświadczenia tego, o czym mówią psychologowie na temat żałoby. Są rodzice, którzy po trudnych przejściach (z dodatkowym obciążeniem przeżyć szpitalnych) nie decydują się już na kolejne dziecko, wybierając życie samotne - we dwójkę.

Spójrzmy na rodziców okiem społeczeństwa

Rodzice utraconego dziecka mówią o tym, jak boleśnie doświadczają od otoczenia przemilczania utraty przez nich dziecka. Postawa udawajmy, że nic się nie stało jest najczęstszą przyjmowaną przez rodzinę i dalszych znajomych. Problem polega na tym, że innym jest łatwo przejść do porządku dziennego nad tym, co się stało, trudniej, jeśli w ogóle, przychodzi to tym, których strata dotknęła bezpośrednio. Udawanie nie wychodzi, co więcej jest szkodliwe. Przez żałobę trzeba przejść – inaczej odezwie się w najmniej oczekiwanym momencie.

Brak ciała dziecka, brak pogrzebu, a co za tym idzie brak grobu jest świetną pomocą dla otoczenia w przyjęcziu postawy, że nic się nie stało... Nie ma ciała, nie ma więc problemu.

Z listów:

Siostry dziecko zmarło 2 mies. po urodzeniu (w 6-tym miesiącu ciąży, 7 lat temu). Mama odwiedza z siostrą jego grób. Mój Maluszek był za mały, żeby mieć swój grób. Ja go noszę w swoim sercu. A co do rodziny - oni pamiętają o dziecku siostry, bo je widzieli. Mojego nikt nie widział. I jeszcze jeden żal - zero reakcji, czy wsparcia ze strony siostry, a ona najlepiej wie, jak boli strata dziecka, bo sama to przeżyła. A wystarczyłoby jedno słowo... Jej stratę przeżywałam razem z nią. Nie wiedziałam wtedy, że to aż tak boli. Wiedziałam, że ona cierpi. Więc po prostu byłam z nią. (Zobacz post na forum.gazeta.pl/poronienie)

Kiedy poprosiłam moją Mamę, żeby zapaliła świeczki za moje dzieci, to się obruszyła: “Gdyby każdy tak przeżywał, jak ty, to by wszyscy wylądowali w zakładzie psychiatrycznym.” Zrobiło mi się przykro, bo z wielkim spokojem przeżywam moje dwa poronienia.

Dwa dni po poronieniu były imieniny mojego synka. Nie zamierzaliśmy robić żadnej imprezy, mieliśmy już tego dnia być na wakacjach. Kilka razy prosiłam męża, żeby zadzwonił do swojej rodziny, żeby nie przychodzili, że ja nie jestem w stanie psychicznie teraz nikogo widzieć. “Przecież nie przyjdą” - uspokajał. Nie zadzwonił. Za to rodzina pojawiła się w komplecie. Gdyby dane nam było pochowanie dziecka, to myślę, że postawa rodziny, najprawdopodobniej nieświadoma, byłaby inna. Bardziej by w nas widzieli rodziców po stracie dziecka, którzy przeżywają żałobę niż tych, którzy przeżyli w ich opinii „tylko poronienie”.

Problem polega na tym, że nie ma społecznego przyzwolenia na przeżycie żałoby po dziecku, które było wielkości pestki od jabłka. A które było kochane tak samo, jak to, które urodziło się np. w 25tc. Nie ma, więc publicznie nie istnieje. Żałobę przeżywa się tylko w czterech ścianach i to wtedy, gdy nie ma świadków. Ale nie oznacza to, że jej nie ma. Jakąś zmianę wprowadził na pewno internet z możliwością spotkania się w sieci. Rodzice po poronieniu odnajdując się poprzez fora dyskusyjne starają się także dotrzeć do społeczeństwa, aby zechciało zauważyć problem. Chcą po prostu być traktowani jak rodzice, którzy stracili dziecko.

Sytuacja prawna

Zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce rodzice mają prawo pochować dziecko obojętnie na jakim etapie ciąży doszło do jej zakończenia. Mówią o tym następujące paragrafy (ustawy):

Ustawą z dnia 29 września 1986 r. - Prawo o aktach stanu cywilnego (Dz. U. Nr 36, poz. 180 z późn. zm.), jeżeli urodzenie dziecka nastąpiło w zakładzie opieki zdrowotnej, zakład obowiązany jest do zgłoszenia urodzenia. Jeżeli dziecko urodziło się martwe, zgłoszenie takiego zdarzenia powinno nastąpić w ciągu 3 dni. W takim przypadku sporządza się akt urodzenia z adnotacją w rubryce "Uwagi", że dziecko urodziło się martwe; aktu zgonu nie sporządza się.

Uwaga: przepisy żadnego aktu prawnego, nie wskazują, że zgłoszenie urodzenia nie dotyczy dzieci poniżej określonej wagi lub gdy ciąża trwała krócej niż 22 tygodnie.

Dnia 23 października 2004 r. weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 17 września 2004 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie rodzajów dokumentacji medycznej w zakładach opieki zdrowotnej, sposobu jej prowadzenia oraz szczegółowych warunków jej udostępniania (Dz. U. Nr 219, póz. 2230).

Zawarte w załączniku do tego rozporządzenia "definicje" (dotyczące wagi dziecka oraz tyg. ciązy – uzup. własne) stosowane są przy dokonywaniu wpisów w dokumentacji medycznej dotyczących czasu trwania ciąży, poronień, urodzeń żywych lub zgonów płodów.

Karta zgonu ani też zgłoszenie urodzenia dziecka nie stanowią dokumentacji medycznej, dlatego też nie mają do nich zastosowania kryteria określone w ww. rozporządzeniu.

Jedyna normatywna definicja pojęcia "dziecko" zawarta jest w ustawie z dnia 6 stycznia 2000 r. o Rzeczniku Praw Dziecka (Dz. U. z 2000 r, Nr 6, poz. 69). Zgodnie z przepisem art. 2 ust. 1 ustawy, dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności.

§ 7 rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2001 r. w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi (Dz. U. Nr 153, poz. 1783): zwłoki dzieci martwo urodzonych są chowane przez osoby uprawnione, o których mowa w art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych (Dz. U. z 2000 r. Nr 23, poz. 295 z późn. zm.). Na wniosek osób uprawnionych zwłoki te mogą być spopielone przez zakłady opieki zdrowotnej dysponujące odpowiednimi urządzeniami do tego celu. Przyjęcie zwłok do pochowania na cmentarz następuje po przedstawieniu karty zgonu.

Osobami uprawnionymi do pochowania zwłok są: 1) pozostały małżonek(ka) osoby zmarłej, 2) krewni zstępni, 3) krewni wstępni, 4) krewni boczni do 4 stopnia pokrewieństwa, 5) powinowaci w linii prostej do 1 stopnia, 6) organy państwowe, instytucje i organizacje społeczne – w przypadku zwłok osób zasłużonych wobec Państwa i społeczeństwa, 7) inne osoby, które się do tego dobrowolnie zobowiązały.

Mimo powyższych zapisów dziwi wciąż to, że rodzice, którzy zdecydują się na pochówek muszą wręcz “walczyć” ze szpitalem o to, by wydał ciało dziecka oraz odpowiednie dokumenty umożliwiające pochówek. (Patrz: historie z działu “Prawo”) Po pierwsze szpitale nie podają informacji o tym, że rodzice mają prawo do tego by pochować dziecko tak, jak oni sobie tego życzą (sami albo przez szpital). Być może przydałaby się tutaj rozmowa przeprowadzona bądź przez lekarza bądź przez psychologa, który przedstawiłby rodzicom wszystkie za i przeciw każdego z przyjętych rozwiązań. Po drugie szpitale często powołują się na nieobowiązujące już ustawy. Po trzecie – wciąż rodzice, którzy zdecydują się na pochowanie traktowani są jako intruzi, a ich zmarłe dzieci, jak przedmioty.

Z listów:

Lekarze wielokrotnie powtarzali mi, że nie wydadzą dokumentów potrzebnych do pochowania dzieci, bo to... jeszcze nie dzieci (20tc).

Szpital - po dramatycznej interwencji mojego ojca - zgodził się wydać dokumenty do aktu narodzin dziecka martwego, ponieważ, jak nam powiedziano, zachowalismy się "niestandardowo" i nie zostawiliśmy dziecka, tylko chcieliśmy je pochowac... Ale potem zaczął się prawdziwy koszmar - walka o dokumenty do aktu zgonu, bez którego żaden cmentarz dziecka nie pochowa. Problem polega jednak na tym, że szpitale, chętnie przyznając się do liczby narodzin, niechętnie zgłaszają do statystyk liczbę zgonów, więc powiedziano mi, że dziecko, które urodziło się martwe, nie zmarło w szpitalu (sic!) i dlatego szpital nie musi wydawać karty zgonu... Przez tydzień walczyliśmy o potrzebne dokumenty... To był tydzień, jak z koszmaru, bo nie dość, że przeszliśmy małe piekło na ziemi, to jeszcze musieliśmy stoczyc wojnę z administracją szpitala... Nasz synek zostal pochowany dopiero 11 dnia po narodzinach...

Lekarze często powołują się na nieobowiązujące już akty prawne, stąd biorą się ustalane przez nich granice. Jest to postępowanie niezgodne z obowiązującym prawem.

Załącznik do Rozporządzenia Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 25 kwietnia 1994 r. (poz. 234) (rozporządzenie w sprawie rodzajów dokumentacji medycznej, sposobu jej prowadzenia oraz szczegółowych warunków jej udostępniania)

§5 Dla celów statystyki państwowej dokumentacja medyczna dotycząca okresu okołoporodowego powinna ujmować wszystkie płody i noworodki, które w chwili urodzenia ważyły co najmniej 500 g lub – gdy nie jest znana masa urodzeniowa – urodzone po odpowiadającym czasie trwania ciąży (22 tygodnie) lub osiągające odpowiadającą długość ciała (25 cm od szczytu czaszki do pięty) zarówno żywe, jak i martwe (patrz akt prawny).

Status cytowanego wyżej aktu prawnego: uchylony.

Temat, który (prawie) nie istnieje

O tym, co się dzieje ze szczątkami dzieci zmarłych we wczesnym etapie ciąży w ogóle się nie mówi. Rodzice często nie wiedzą, że mogą zapytać. Nie wiedzą też, że odpowiedzi lekarzy, jeśli zapytają, mogą zranić (przykłady z listów):

Przecież to są tylko tkanki.

Przecież to jeszcze nie dziecko.

Idą do zniszczenia.

Tego pani i takt nikt nie pochowa.

Najczęściej i tak usłyszą odpowiedź niezgodną z prawdą, że pochówek przynależy tylko tym dzieciom, które spełniły odpowiednie warunki – przekroczenie któregoś tygodnia ciąży i/lub odpowiedniej wagi.

Temat ten pojawił się ostatnio w miesięczniku “W drodze” (4/2005): Zgadzam się natomiast z Józefą Hennelową, że istnieje w Kościele „obojętność na fakt najbardziej bolesny: na to, co się dzieje z szczątkami dzieci, gdy giną — samoistnie albo w wyniku gwałcenia ustanowionego prawa”. Wiem, że środowiska pro life próbują to zmienić, ale bez zdecydowanego poparcia kościelnej hierarchii może okazać się to nieskuteczne. Częściowo jest to wina szpitali, które nie chcą wydawać szczątków poronionych/przedwcześnie urodzonych dzieci rodzicom, gdyż musiałyby wypisać akt zgonu, a to psułoby im statystyki śmiertelności niemowląt (komentarz: w świetle prawa to nic im nie psuje – statystyki idą torem 22 tc, a pochować można także w 18 tc i tu nic się nie wyklucza!!!). Częściowo są to zaniedbania duszpasterskie, gdyż niektórzy księża nie chcą uczestniczyć w chowaniu zwłok nienarodzonych dzieci, uroczystość zaś tego typu nazywana bywa w języku parafialnym nieco pogardliwym mianem „pokropka”.
Rzeczywiście, jeśli Kościół ma być konsekwentny w swym nauczaniu o godności, świętości i szacunku dla każdego ludzkiego życia od momentu poczęcia, to powinien bardziej zdecydowanie ten szacunek okazywać wobec tych, z którymi porównywał się już św. Paweł — z „poronionymi płodami”. Znam wiele małżeństw, które przeżyły żałobę po stracie nienarodzonego dziecka — dla nich nie ma wątpliwości, że ich dziecko było osobą, nadali mu imię, utrzymują z nim więź modlitewną, doświadczają jego duchowej bliskości. Kościół powinien głośniej upomnieć się o ich godność.


  GRZEGORZ GÓRNY ur. 1969, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów, mieszka w Warszawie, redaktor naczelny tygodnika “OZON” (patrz: "Potrzebna modlitwa", "W Drodze" 2005/04).

Prawo rodziców do informacji

Można więc zadać pytanie, jakich informacji powinien udzielić szpital rodzicom, którzy przeżywają poronienie.

Informacja o możliwym pogrzebie

Po pierwsze rodzicom należy dać wybór i to im zostawić decyzję, czy chcą sami pochować dziecko, czy zostawić tę sprawę szpitalowi. Zawsze należy podkreślić, że ciało/szczątki dziecka zostaną potraktowane z szacunkiem przynależnym człowiekowi. Jeśli nie ma ciała dziecka można pomóc rodzicom przez podsunięcie rozwiązań proponowanych przez psychologów (patrz: ....).

Informacja o wszelkich “za i przeciw” obu rozwiązań.

Przydałaby się tu rozmowa z obojgiem rodziców, spokojna i rzeczowa, z szacunkiem dla całej sytuacji, w której ktoś z personelu przedstawiłby wszystkie “za” i “przeciw” każdego z przyjętych działań. W trakcie takiej rozmowy rodzice nie powinni czuć presji ze strony szpitala w opowiedzeniu się za jakimkolwiek z rozwiązań. Nieodpowiednie są komentarze np. że rodzice zachowują się niestandardowo, że nikt tak nie robi... Wystarczająco wiele trzeba przejść z samą sytuacją poronienia, żeby jeszcze dodatkowo radzić sobie z raniącą postawą szpitala.

Informacja o dokumentach potrzebnych na cmentarzu, usc, kancelarii parafialnej.

Jeśli rodzice zdecydują się na pochówek należy im udzielić wszelkich potrzebnych informacji dotyczących, jakie dokumenty i gdzie są wymagane. Zderzenie z biurokracją w trudnych emocjonalnie momentach nie jest najłatwiejszym zadaniem. Wyszukiwanie tych informacji, dla innych może oczywistych, dla rodziców po stracie jest dodatkowo raniące.

Rozwiązania proponowane na Zachodzie

Na Zachodzie nie dziwi obecność kogoś z zakładu pogrzebowego na szkoleniu dla ginekologów dotyczących straty dziecka. Nie dziwi to, że rodzice chcą i mogą zobaczyć dziecko oraz się z nim pożegnać. Prawo do pochowania dziecka jest traktowane jako norma.

Z listów:

Nie mogłam zabrać dzieciątka do domu, gdyż taki był regulamin. Trzymano je trzy miesiące, do pogrzebu. Ten szpital, w którym byłam zbiera zmarłe w przeciągu trzech miesięcy dzieci a potem organizuje pochówek we wspólnej urnie. Niestety nie mogłam być przy tym, jednak mam grób dziecka, za co jestem bardzo wdzięczna. Grób otoczony jest innymi małymi grobami już narodzonych dzieci. Muszę przyznać, że cieszę się, że dzieci są wśród siebie. To szpital wykupił miejsce na cmentarzu dla swoich pacjentów. Postawiłam krzyż i pokropiłam grób wodą święconą. Teraz rosną tam kwiaty. Choć nie mieszkam już w Hanowerze odwiedzam grób co jakiś czas. Sam fakt jego istnienia uspokaja mnie. (MT, Hanower, Niemcy)

Myśleliśmy o wspólnym grobie oferowanym przez klinikę, ale nasze Aniołki pozostałyby bez imienia, bez daty, jedynie z numerkiem. Dlatego zdecydowaliśmy się na normalny grób wśród innych również imiennie pochowanych dzieci. Dziś po raz pierwszy i ostatni dotknęłam moich kruszynek (9t3d). Do trumienki dodaliśmy oczekujące na nich skarpetki, kilka pożegnalnych słów i morze łez... (Niemcy)

Po trzech tygodniach wróciłam do szpitala na badania. Ginekolog wręczył mi zdjęcia dziecka, odbite stópki i rączki na papierze (zrobione przez personel). Tych zdjęć nie oglądałam, mąż czeka na mnie, abym była gotowa na to... lecz stópki i rączki odbite na papierze noszę przy sobie bez przerwy. (Holandia)

Kolejny dzien - dzien zabiegu. Lekarz juz wczesniej wyjasnil mi, na czym dokladnie polega zabieg, jak bedzie przebiegac, jak sie bede czuc po zabiegu. Mojemu Mezowi wreczyli kartke z informacjami, ktore sie nam moga przydac. Jak sie okazalo, byly to namiary na Stowarzyszenia Pomocy Rodzinom po Stracie Dziecka (miejsca i godziny ich spotkan) oraz informacje o pogrzebie dzieci zmarlych przed 20 tc. W Teksasie, gdzie od roku mieszkam, dzieci zmarle przed 20 tc, o ile Rodzina nie zadecyduje inaczej sa chowane we wspolnym grobie raz na kilka miesiecy. (USA, Teksas)
źródło:forum stowarzyszenia Nasz Bocian

I jeszcze jeden przykład, tym razem z naszego kraju:
Poroniłam w 13tc, nie wiedziałam, co mam robić, szpital sam wszystko pozałatwiał! Położna poinformowała mnie, co mogę zrobić z ciałkiem dziecka (że mogę je zostawić albo zabrać i pochować). Nie musiałam wykłócać się o dokumenty, sami mi je wydali (do USC). Potem tylko w USC zarejestrowałam dziecko, nadałam mu imię a potem bez problemów pochowaliśmy je w grobie rodzinnym. Teraz widzę, że chyba miałam szczęście do dobrych ludzi, bo takie podejście to rzadkość. I dziękuję tym ludziom za to, że nas tak potraktowali, po ludzku. (Polska, Białystok)

Wyrodna matka

W rozmowach z lekarzami na temat pochówku malutkich dzieci jak bumerang wraca argument a wie pani, ile rodziców zostawia swoje dzieci, choć mają prawo do pochówku? To jest zupełnie inny problem, mówimy przecież o tych rodzicach, którzy chcą pochować swoje zmarłe dziecko, a nie o tych, których z różnych powodów nie decydują się na ten krok.

Pojawia się również jeszcze jeden argument: tak jak pani, to poronienie przeżywa jedna kobieta na tysiąc. Zastanawiają mnie wtedy podane liczby – w Polsce praktycznie dopiero od niedawna prowadzone są badania nt. radzenia sobie po poronieniu. Do tej pory temat ten był prawie całkowicie pomijany. Czytając opisy historii szpitalnych (patrz: słowa, które nie powinny paść), nie dziwi postawa kobiet, które chcą jak najprędzej opuścić szpital, które często starają się ukryć swoje emocje przed (obcym) personelem medycznym z obawy przed kolejnym, zbędnym cierpieniem. Ta ucieczka “w głąb siebie” może sprawiać wrażenie, że kobieta nie przeżywa aż tak bardzo straty dziecka.

W opinii społeczeństwa dobra matka to ta, która pochowa, no bo jak można zostawić własne dziecko i pozwolić, żeby ktoś inny pochował. W jednym z programów typu talk-show widownia w bardzo ostrych słowach wypowiadała się o tych mamach, które nie chciały pochować dziecka... Wyrodna matka należało do tych najłagodniejszych. Rzeczywistość jest trochę inna. Strata dziecka jest doświadczeniem bardzo intymnym i każdy przeżywa ją na swój sposób. Ktoś, kto nie stał przed wyborem pochować – nie pochować nie ma prawa oceniać żadnej z decyzji rodziców, ktoś, kto był w podobnej sytuacji oceniać po prostu nie będzie. Brak pochówku nie oznacza brak miłości do zmarłego dziecka czy chęć wymazania go z pamięci.

Dla niektórych rodziców organizacja pogrzebu a nastepnie opieka nad grobem, dostosowanie się do “norm”, które narzuca społeczeństwo jeśli idzie o przeżywanie żałoby – jest zbyt trudne do uniesienia. I o tym należy pamiętać. To rodzice dziecka wiedzą, co dla nich będzie najlepsze, co im pomoże przejść przez to jedno z najtrudniejszych doświadczeń w życiu i to oni, a nie lekarze, podejmują decyzję. Wszyscy – bez względu na rozwiązanie jakie przyjmą w sprawie pochówku dziecka – mają prawo do samodzielnie podjętej decyzji po uzyskaniu informacji dotyczących tematu. Mają też prawo do uszanowania kroków, na które się zdecydują – bez oceniania przez kogokolwiek z personelu medycznego. Mają też prawo do informacji oraz uzyskania wszelkiej potrzebnej pomocy.

Nie wiem, jakie są statystyki, ale zawsze znajdą się rodzice, którzy będą chcieli pochować nawet b. malutkie dziecko (zmarłe przed 22 tc) i tacy, którzy tracąc dziecko w późniejszym okresie ciąży będą chcieli obowiązek ten przełożyć na szpital. Ani jedna, ani druga postawa nie powinna dziwić czy gorszyć. Jednym i drugim należy zaoferować pomoc zgodną z ich oczekiwaniami.

Czy zmiany są możliwe

Mam ogromną nadzieję, że tak. Potrzeba tylko niewielu rzeczy – po pierwsze zauważenie problemu. Dostrzeżenie, że są rodzice, dla których pochówek dziecka jest ważny i potrzebny. Po drugie – spokojne poszukanie rozwiązań, które będą dobre dla wszystkich, zarówno rodziców jak i personelu medycznego.

Monika (wuchowa)

Zachęcam na forum do dyskusji na temat możliwych rozwiązań w polskich szpitalach, szczególnie lekarzy, położne i pielęgniarki.

Zobacz też:
Żadnego z dwójki zmarłych dzieci nie pochowałam
Ile gramów to już człowiek - artykuł z GW