Trudna diagnoza
Byłam w ciąży z trzecim dzieckiem. Na kolejne wizyty lekarskie związane z ciążą chodziłam do lekarza z FOZ. Na jednej z wizyt dostałam standardowe skierowanie, które dostaje się standardowo po ukonczeniu 35. roku życia na USG w 12. tygodniu ciąży. Nawet nie wiedziałam, co się tam sprawdza. Po prostu poszłam na standardowe USG. Robiła mi je pani doktor, która prowadziła dotychczasową ciążę. Okazało się, że przezierność karku mojego dziecka jest na granicy normy. Więc zaproponowała mi amniopunkcję, uświadomiła mi, że mi sie należy, że będzie nieodpłatna, albo powtórne zrobienie USG w innym miejscu, na dobrym aparacie, w celu potwierdzenia bądź wykluczenia zagrożenia. Jeżeli chodzi o amniopunkcję, to na moje pytanie, co ona mi da, jeżeli nie zdecyduję sie "usunąć" dziecka odpwiedziała, że nic, ale dodała, że klasyczny zespół Downa nie jest, czy też bardziej w kierunku "nie musi być" wskazaniem do usunięcia, tylko, że mogą być poważniejsze wady genetyczne. Tak więc "na powitanie" pierwszy przekaz dla mnie, bardzo kultularnie i grzecznie przekazany, był ukierunkowany na terminację ciąży (jeśli oczywiście się potwierdzi wynik). Ja akurat miałam wyrobione zdanie na ten temat, co prawda teoretyczne, ale głęboko byłam nastawiona na nieprzerywanie ciąży. Ta sytuacja to na szczęście potwierdziła, to znaczy nie zmieniłam zdania ani na chwilkę, ale według mnie dla dziewczyn, które jeszcze nie mają przemyślanych takich tematów, czy ugruntowanego swiatopoglądu, jest to takie "niechcące, niewinne" ukierunkowanie na przemyślenie tematu usunięcia.
Poszłam tego sameg dnia na prywatną wizytę do dra Roszkowskiego, jednego z najlepszych specjalistów w dzidzinie USG ciążowych. Niestety wynik okazał się dużo gorszy niż ten z przychodni rejonowej. I tak jak zobaczył diagnozę poprzednią powiedział, że nie ma się o co martwić, tak po USG zrobionym przez niego zaproponował zdecydowanie amniopunkcję, a na moje identyczne pytanie, czy ona mi coś da, jeśli i tak nie zdecyduję sie usunąć dziecka, odpowiedział, że wiele pacjentek tak odpowiada, ale jak potem widzą wynik amniopunkcji, czarno na bialym, zmieniają zdanie. Umówił się ze mna więc na amniopunkcję, na którą jednak nie poszłam.
Generalnie o amniopunkcję i dlaczego jej nie zrobiłam pytał każdy kolejny lekarz (zmieniałam w międzyczasie lekarza prowadzącego i placówkę na bardziej specjalistyczną, bo zaczęłam chorować także na cukrzycę ciążową). I byłoby to bardzo dobre doświadczenie, gdyby ta troska i pytania były podyktowane próbami ratowania dziecka, pomocy mu, ale nie o to chodzilo nikomu. Paradoksalnie, kiedy jednemu z kolejnych lekarzy w specjalistycznym szpitalu powiedziałam, że nie zrobiłam amniopunkcji, bo i tak bym dziecka nie usunęła, to w końcu rozsądnie skierował mnie na specjalistyczne badania serca do dr Dangel, bo jako takiego zespołu Downa się nie leczy oczywiście, bo się nie da, ale skoro już wie, że nie będę usuwała ciąży, to trzeba sprawdzić serce, bo bardzo często poważne wady serca są skorelowane z zespołem Downa i wtedy może już być wymagana specjalistyczna interwencja przy porodzie. ©dyby takie wady wykryto............. W końcu nastawienie na "życie". Tak powinno być od początku, ale na początku nie ma czasu o tym mysleć, bo przecież serca jeszcze wtedy dobrze nie widać (chociaz Pani dr Dangel miala żal, że serce wtedy nie zostało obejrzane, bo twierdziła, że pewne rzeczy wtedy byly lepiej widoczne niz później), a z usunięciem trzeba się spieszyć, żeby ciąża nie była zbyt duża.
Jacuś urodził się ZDROWY, o czym dowiedziałam się zaraz po porodzie.
Najważniejszy przekaz z mojej historii jest taki, że niestety lekarze świadomie lub nieświadomie, pierwszą myśl, jaką zasiewają w naszych głowach, ukierunkowują na "usunięcie" ciąży. I to chyba powinno być przede wszystkim zmienione.
Dorotawrzesień 2008