Nie tylko o poznańskich spotkaniach
Wcześniej nie znałam kobiet, które straciły dziecko. Wcześniej żyłam z przekonaniem, że kiedy zechcę zajdę w ciążę i urodzę. Stało się jednak inaczej. A przecież to takie naturalne etapy w życiu kobiety… ciąża… poród… macierzyństwo…
…
Przez pewien czas byłam bierną uczestniczką na stronach internetowych, skierowanych do kobiet po stracie dziecka, tylko czytałam. Po drugim poronieniu odważyłam się to zmienić. Zalogowałam się „na Bocianie” i wysłałam maila, do założycielek strony poronienie.pl, o historycznym już tytule: chcę zrobić coś dobrego. Nie wiedziałam dokładnie co mogę zrobić, ale byłam (i nadal jestem) pełna chęci. Dojrzałam do kontaktu z innymi dziewczynami, które poroniły. Chciałam zacząć mówić o tym, co przeżyłam.
Żaneta (Emily_r) i Monika (wuchowa) to dziewczyny, z którymi nawiązałam kontakt poprzez „poronieniową” pocztę. To one dały mi wsparcie i zachęcały do lokalnych działań. To one były zawsze gotowe „rzucić wszystko i biec z pomocą”, kiedy było mi źle. To z nimi… poroniłam kolejną ciążę… Spotkałam je w Warszawie podczas posiedzenia Warszawskiego Oddziału PTMP, na którym prowadziły prezentację dla personelu medycznego. Były tam też Agata (aagata4) i Asia (zaisa) i te, których niestety nie pamiętam. Wszystkie były takie… normalne…
Decyzja o zorganizowaniu spotkania w Poznaniu, dojrzewała we mnie dosyć długo. Po cichu miałam nadzieję, że ktoś to zrobi za mnie, a ja po prostu dołączę się. Ale ile można czekać. Założyłam na forum wątek: „Grupa wsparcia w Poznaniu” i… po miesiącu dziewczyny były już u mnie :).
Zdecydowałam się na „domowe spotkanie”, bo dawało to pewność, że nikt nam nie będzie przeszkadzał. No i jeszcze, chciałam przeprowadzić małą agitację na rzecz zakładanego Stowarzyszenia, bez noszenia ulotek po mieście – przepraszam Dziewczyny ;). Czy bałam się tego spotkania? Pewnie tak. Kiedy mąż zapytał o czym my właściwie będziemy rozmawiały, odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie wiem. Nie zastanawiałam się nad tym. Było mi pewnie trochę łatwiej, bo byłam u siebie. Na szczęście dziewczyny były odważne i przyszły… Dwie Moniki (dużo nas) i Marta… Dwa tygodnie później spotkałyśmy się drugi raz, u innej Moniki (Mysza) i pojawiły się kolejne odważne, Agata i Kamila. Te dwa spotkania to w sumie ok. 10 (!?!) przegadanych godzin…, które nie wiadomo kiedy upłynęły… O czym rozmawiałyśmy? Przede wszystkim o przeżyciach i uczuciach związanych z poronieniami, szpitalach, lekarzach, stronach i forach internetowych podejmujących tematykę straty dziecka. Często padały słowa: „kiedy pojechałam do szpitala”, „jak byłam w 8 tc”, „lekarz powiedział”, „podczas USG”, „zrobiłam badania”, „zobaczyłam na teście dwie kreseczki”, „planowałam gdzie będzie stało łóżeczko”,… No, ale przecież jesteśmy „normalnymi” kobietami, więc nie mogłyśmy zrezygnować z dyskusji na temat pracy, domu czy… teściowych i mężczyzn. Śmiałyśmy się…
Wiele osób z naszego otoczenia myśli, że my się zadręczamy tymi spotkaniami i rozmowami. Uważają, że powinnyśmy zapomnieć o tym, co się zdarzyło. Dla wielu ludzi poronienie to mało znaczący incydent w życiu kobiety, a ciąża 6-12 tygodniowa to… nie ciąża. O mężczyznach i ich uczuciach to już prawie nikt nie wspomni. Pewnie każdy zaakceptuje organizacje czy grupy wsparcia kobiet chorych na raka piersi, anonimowych alkoholików czy rodziców dzieci z zespołem Downa. Ale kto zaakceptuje nasze działania? Kto zrozumie ból kobiety, która traci dziecko, którego właściwie… nie było? Ja już wiem kto mnie zrozumie – Monika, Żaneta, Agata, Marta, Kamila… Każda z nich przeszła przez to samo – straciła możliwość zostania szczęśliwą mamą. Warto się z nimi spotkać.
Żałuję, że musiało się stać tyle złego, żebym mogła poznać i polubić te wszystkie dziewczyny. Mam tylko nadzieję, że za jakiś czas będziemy mogły wymienić się nie tylko informacjami o przeżytych poronieniach, ale również dobrymi radami na temat… wychowywania dzieci… Choć czasem bardzo trudno w to uwierzyć.
Może jest jeszcze jakaś odważna :) dziewczyna z Poznania lub okolic, która chce się do nas przyłączyć? Do zobaczenia na kolejnym spotkaniu...
Monika (magic)luty 2006 r.